
Po trzech tygodniach wracamy jeszcze na chwilę do Tokyo Dome po to, żeby raz jeszcze przyjrzeć się najważniejsze gali w roku od NJPW. Zapraszam na recenzję Wrestle Kingdom 19!
UWAGA - NOWOŚĆ!
Teraz także ty możesz ocenić pojedynki z każdej gali, która będzie recenzowana na New Japan Polska. Wystarczy, że klikniesz [TUTAJ], a otworzy ci się arkusz kalkulacyjny, na którym będziesz mógł dać swoją ocenę!
New Japan Ranbo - * * ¼*
Typowy Battle Royal bez większego szału. Fajnie, że pojawił się Barnett i nieco młodsi fani mieli nawiązanie do jego walki z Nagatą sprzed ponad dwudziestu lat. Zwycięstwo Goto jest ciekawym pomysłem, bo choć na 99,9% przegra z Zackiem, to jednak nie było moim zdaniem lepszego pretendenta w tym składzie osobowym, który nam się zaprezentował w trakcie pre-show.
IWGP Junior Heavyweight Tag Team Championship Tokyo Terror Ladder Match - * * * ½*
Z jednej strony podołali, bo zrobili naprawdę ciekawą walkę. Z drugiej jednak jestem mimo wszystko trochę zawiedziony. Dlaczego? Mimo wszystko nastawiałem się na coś jeszcze dużo lepszego, bo wszystkie te cztery teamy w walce bez sprzętów potrafiły robić jeszcze lepsze show. Liczyłem więc na to, że kiedy dodamy im przedmioty i to takie, które bądź co bądź w jakiś sposób ukształtowały tag teamowy wrestling, jaki znamy dzisiaj, to dostaniemy coś jeszcze lepszego. Tak się jednak nie stało i stąd mój zawód. Niemniej jednak dobrze bawiłem się oglądając tę walkę i z pewnością zobaczyłbym ją w dłuższym wymiarze czasowym. Decyzja o przyznaniu pasów Ichiban Sweet Boys logiczna i w sumie dobra, bo tytuł dostaje Fujita i widać, że NJPW widzi w nim kolejnego Hiromu, patrząc na to, że już za parę dni dostanie szansę na zdobycie solowego tytułu. Ciekawy jestem, jak długo panowie potrzymają te pasy. Pierwsi pretendenci wskazują, że przynajmniej do kwietnia powinni je utrzymać.
IWGP Women’s Championship Match - * * * ¼*
Jak na czas, który dostały, to zaprezentowały się wyśmienicie. Dostaliśmy naprawdę fajną walkę, która jednak przez miejsce w karcie musiała być pewnego rodzaju sprintem. Niemniej jednak panie od samego początku nie hamowały się, tylko od razu przeszły do konkretów i to odzwierciedla moją ocenę tego starcia. Wyżej nie mogę go ocenić, bo jednak to tylko niecałe dziewięć minut - podczas gdy niemal trzy razy dłuższemu starciu Mayu z Momo dałem 4,5 gwiazdki. Zaskoczony jestem tym, że Mayu po raz kolejny broni pas i w sumie nie mam pojęcia, w którą stronę będzie teraz zmierzać jej panowanie. Rewanż z Mone i Winner Takes All w trakcie Forbidden Door? Mina Shirakawa jako pretendentka? Ciężko mi naprawdę przewidzieć.
NJPW World Television Championship Four Way Match - * * * ¼*
Walki o pas TV przestały być tak chaotyczne i powoli ich poziom się stabilizuje. To dobrze, bo nie można być na sinusoidzie od 4,5 gwiazdki do 2. Trzeba mieć jakiś w miarę normalny poziom i wydaje się, że powoli go otrzymujemy. Podobnie, jak w przypadku walki o pas kobiet także i tutaj mieliśmy fajny sprint, który mogliśmy tutaj oglądać. Decyzja o daniu pasa Phantasmo była jedyną logiczną i dobrze, że go otrzymał, bo w tym momencie to moim zdaniem są to tylko i wyłącznie profity dla NJPW. Ciekawy jestem, czy długo go utrzyma. Mam nadzieję, że tak i że Gedo nie wpadnie na kretyński pomysł dawania tytułu z powrotem Cobbowi.
EVIL vs. Hiroshi Tanahashi - * * ½*
Było to nawet znośne. Nie aż tak dobre, jak w przypadku Lumberjack Matchu Evila z Moxem o pas, ale nadal na tyle dobre, że ostatecznie mogło znaleźć się w karcie WK. Wygrana przez roll-up nie zakopuje (niestety) Evila i mam wrażenie, a wręcz jestem pewny tego, że wkrótce zobaczymy kolejny singlowy pojedynek między tą dwójką. Szkoda, bo pożegnalny tour Tanahashiego, mimo że teraz, trochę jest inaczej, powinien być w całości wolny od HoT, a niestety nie będzie. Na sam koniec o pojawieniu się Shibaty. Zawsze to fajny akcent i miło, że panowie zawalczyli ze sobą po raz ostatni, ale o tym więcej w recenzji Wrestle Dynasty.
Never Openweight Championship & AEW International Championship Title for Title Match - * * * *
Podobnie jak rok temu tak i tym razem walka o pas Never, mimo że została umiejscowiona w środku karty, to mimo wszystko była jedną z najlepszych całej gali. Czegoś takiego się spodziewałem i dokładnie coś takiego dostałem. Panowie spełnili wszystkie moje oczekiwania, jak na tak krótki czas (niecałe trzynaście minut) i pozostaje tylko mieć nadzieję, że za jakiś czas zobaczymy rewanż. Nie ma znaczenia, czy to będzie jakieś Dontaku, Dominion czy dopiero Climax. Dajcie mi dwudziesto-dwudziestopięciominutowe starcie Takagiego z Takeshitą, bo wiem, że to po prostu będzie majstersztyk. Decyzja o tym, żeby dać pas Never członkowi rosteru AEW, była dobra i uważam, że tylko podniesie jego prestiż. Najważniejsze, że mimo obecności Callisa wygrał go czysto, bo gdyby tak nie było, to bym chyba już się szykował ze śrubokrętem do zamachu na całą tę jego rodzinkę.
IWGP Junior Heavyweight Championship Match - * * ¼*
Ależ szkoda tej kontuzji Doukiego. Chłop cały rok pracował na zostanie mistrzem. Kiedy już nim został to miał odpowiednią reputację jako posiadacz pasa i wreszcie miał swoją walkę w Tokyo Dome i niestety walkę tę przerwała kontuzja. Ktoś powie, że pewnie mógł nie skakać na Desperado, ale myślę, że nikt nie mógł przewidzieć akurat tego, że DOUKI przy takim skoku coś sobie zrobi. Wyczuwam, że był tutaj kandydat do walki całej gali, bo jeśli w zaledwie pięć minut panowie dostają ode mnie 2,25 gwiazdki, to znaczy, że po piętnastu czy dwudziestu minutach mieliby coś w granicach 4,5. Oby DOUKI jak najszybciej się wyleczył i panowie mieli pełnoprawne starcie na przykład na Dominion po tym, jak członek Just 4 Guys wygra BOSJ.
IWGP Global Championship Match - * * * *
Ta dwójka w ringu to po prostu gwarancja solidności i tę solidność po raz kolejny otrzymaliśmy. Na cztery ich singlowe pojedynki w ciągu niecałego roku po raz trzeci to zestawienie oceniam na cztery gwiazdki i uważam, że panowie na sto procent zasłużyli na taką ocenę. Wszystko było tu dobre - od kapitalnej wejściówki Finlay’a przez niezłą akcję w ringu, dobry odbiór publiczności, czas aż po potrzebną zmianę mistrza. Zaczynamy erę z pasem Global Yoty Tsujiego i bardzo dobrze, że tak się dzieje, bo członek LIJ po prostu na niego zasłużył. Zobaczymy do czego nas to zaprowadzi. O pierwszej obronie powiem nieco więcej w recenzji Wrestle Dynasty, ale już się też jaram na New Beginning - wiadomo zresztą dlaczego.
Tetsuya Naito vs. Hiromu Takahashi - * * ½*
Swój komentarz mogę w zasadzie ograniczyć do cytatu z Młodych wilków, czyli „Wiedziałem k***a wiedziałem, że się s*******i”. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego Naito nie może się postarać o żadną dobrą walkę 1 na 1 w ringu. Jeśli zdrowie niedomaga, to może pora podążyć drogą Tanahashiego i zejść ze sceny, póki jeszcze ktokolwiek będzie miał o tobie Tetsuyo jakiekolwiek dobre słowo? Tyle lat czekania, tyle lat hypeowania i na sam koniec dostajemy gniot w postaci siedemnastu wolnych minut, z małą ilością akcji, wieloma headlockami i praktycznie zerowym odbiorem ze strony publiczności? Tak nie może wyglądać co-main event japońskiej WrestleManii na Boga! Jak tylko piszę te słowa, to od razu we mnie wrze i dotąd się zastanawiam - jak to można było to tak koncertowo spierdolić. Aż nie będę stosował cenzury, bo po prostu się nie da. Na plus chociaż to, że Hiromu wreszcie wyszedł ten Sunset Flip Powerbomb na podłogę.
IWGP World Heavyweight Championship Match - * * * * ¼*
Miałem dużo obaw, ale panowie się obronili i pokazali wrestling godny tego, żeby main eventować Tokyo Dome. Naprawdę oglądało się to w wielu momentach przyjemnie i jest mało mankamentów, które można im wytknąć. Największym z nich jest oczywiście czas. Czterdzieści trzy minuty i czterdzieści cztery sekundy - matko kochana jak długo. Często czas ma wpływ na pozytywny odbiór pojedynku, ale niestety są też takie przypadki, gdy, jeśli się przegnie, to wówczas walka traci nieco na atrakcyjności i tu niestety tak było. Gdyby to zamknęło się w okolicach pół godziny i sporo z części takiej stójkowej zostałoby okrojone, to wówczas może nawet otarli się o five stara. Rozumiem jednak skąd decyzja o wydłużeniu. Zakładam, że pewnie co najmniej dziesięć minut z tego mieli dostać DOUKI i El Desperado, a że ich walkę trzeba było przerwać przedwcześnie to ich czas przerzucono do main eventu. Zupełnie niepotrzebnie. Zgodnie z przewidywaniami Zack broni tytuł, ale Shota nie pokazał się ani trochę ze złej strony w tym pojedynku. Przeciwnie - potwierdził, że nowa generacja wrestlerów już może main eventować największe ze scen. Najważniejsze też jest to, że nie poszli w zakończenie przez poddanie tylko przez pinfall. To zawsze nieco lepiej wygląda, jeśli wrestler musi się szybciej odbudować, a to z pewnością Umino będzie potrzebne. Miałem nadzieję na jakąś interakcję Zacka z Ricochetem przed ich walką na WD, ale takiej nie dostałem, a szkoda, bo myślę, że fajnie mogłaby ona wyglądać.
Ocena ogólna: 6,75/10
Nieco gorzej niż w zeszłym roku, ale wciąż japońska WrestleMania dostarczyła nam niezły poziom. Oglądaliśmy kilka walk, które z pewnością godnie wypadły, a na mało którą można narzekać. Gdybym ktoś jeszcze nie nadrobił WK 19, a miał mało czasu, to polecam mu opener, walki o pas Never i Global oraz main event. Do wyrzucenia z kolei Naito z Hiromu oraz Evil z Tanahashim - no po prostu ogląda się to bardzo słabo.
Dajcie znać, co Wy sądzicie o Wrestle Kingdom i koniecznie oddajcie swoje oceny w arkuszu, bo jestem ich bardzo ciekawy!
Komentarze
Prześlij komentarz